20 września 2026

PAMIĘTNIK POLKI 
W MAROKAŃSKIEJ RODZINIE

Odcinek 1. „Hi, I am Mounir from Morocco”

 

Koniec kwietnia 2022 roku. Ulica Floriańska w Krakowie.

- Hi, I am Mounir from Morocco.

I chyba właśnie wtedy zaczęła się historia, której kompletnie nie planowałam.

Ale zacznijmy od początku.

A właściwie… jeszcze wcześniej.

Bo zanim pojawił się Mounir, byłam ja. Trochę zagubiona, trochę zmęczona i trochę przekonana, że chyba nie do końca pasuję do tego świata.

Pamiętam, że miałam wtedy w głowie jeden wielki chaos.

„Nikt mnie nie rozumie.”

„Może ja się po prostu nie nadaję do tego świata?”

„Może najlepiej będzie wrócić do mieszkania?”

Do pokoju, który wynajmowałam.

Bo przecież zostawiłam wszystko, co miałam, i uciekłam do Krakowa. A kiedy człowiek jest daleko od domu i zaczyna się sypać, robi to trochę bardziej dyskretnie. Tak, żeby rodzice nie widzieli jak powoli… znikam.

I wtedy pojawił się on.

Mounir.

Zagadywałam z kilkoma osobami. Wśród nich był również on.

Moje pierwsze wrażenie?

 

Jeśli kiedyś to przeczytasz, ukochany… nie miej mi za złe tego, co teraz napiszę.

„Chyba trochę za niski jak na mój typ.” 

No cóż… jak widać, moje ówczesne kryteria wyboru męża wymagały jeszcze pewnej aktualizacji.

 

 

Na głowie miał czapkę z daszkiem.

I tyle.

Koniec historii.

A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Potem jednak jakoś gładko poszło. Podałam mu Instagrama.

Bo co mi tam.

Napisał raz. Potem drugi. Kilka razy znalazł się w miejscu, w którym akurat byłam ja.

I nagle zaczęłam go zauważać.

Nadszedł koniec Ramadanu. Była noc, która miała być po prostu kolejnym wieczorem.

A jednak właśnie wtedy zobaczyłam go trochę inaczej.

I wtedy zobaczyłam te włosy.

Kręcone. Czarne.

„O panie… jakie on ma piękne włosy.”

Do dzisiaj chyba właśnie do nich wzdycham najbardziej.

Znaliśmy się wtedy zaledwie tydzień.

I właśnie wtedy powiedział mi, że jedzie odwiedzić rodzinę.

Pomyślałam:

„No to żegnamy się na zawsze.”

Bo przecież tak to zazwyczaj wyglądało.

Ktoś pojawia się w Twoim życiu, chwilę jest, a potem znika.

Wyjechał.

Pisał… coś w stylu, że tęskni? Ja też tęskniłam, choć chyba jeszcze nie do końca chciałam się do tego przyznać.

Wrócił.

I wtedy okazało się, że wcale nie chcemy znowu być osobno.

Tylko że w naszej historii była jeszcze jedna bardzo ważna osoba - mama Mounira. W tamtym czasie najważniejsza kobieta w jego życiu. Dla niej wspólne mieszkanie bez ślubu nie wchodziło w grę.

A my nie chcieliśmy już żyć osobno.

Więc tydzień po jego powrocie stanęliśmy u imama.

I wzięliśmy ślub.

Nie dlatego, że znaliśmy wszystkie odpowiedzi.

Wręcz przeciwnie.

Nie mieliśmy pojęcia, co robimy.

Mieliśmy tylko pewność, że chcemy być razem.

Nie dostaliśmy instrukcji obsługi związku polsko-marokańskiego.

Nie było podręcznika, który powiedziałby nam, jak połączyć dwie kultury, dwie rodziny, dwa języki i dwa zupełnie różne sposoby patrzenia na codzienność.

Więc napisaliśmy własną instrukcję.

Krok po kroku.

Czasami pięknie.

Czasami chaotycznie.

Czasami z błędami, które dopiero po czasie potrafiliśmy przeczytać na głos.

I chyba właśnie dlatego dziś mogę powiedzieć, że nasza historia zaczęła się nie od tego, że wszystko do siebie pasowało.

Zaczęła się od tego, że mimo różnic oboje nie baliśmy się spróbować.

Cześć, jestem Kinga Naimi.

A to jest „Pamiętnik Polki w marokańskiej rodzinie”  seria o tym, jak pokochałam Maroko…

Czekaj.

Wróć.

Marokańczyka.

A potem, trochę przez niego, trochę z ciekawości, a trochę przez przypadek, zaczęłam zakochiwać się również w jego świecie.

Nie będzie to jednak historia o tym, że „miłość nie zna granic” i wszystkie różnice kulturowe magicznie znikają.

Bo nie znikają.

Czasami są zabawne.

Czasami piękne.

Czasami doprowadzają do śmiechu.

A czasami do pytania:

„Ale dlaczego wy właściwie robicie to w ten sposób?”

I właśnie o tym chcę tutaj opowiadać.

O tym, czego uczy mnie codzienność życia w związku mieszanym.

O tym, jak wygląda wejście do marokańskiej rodziny oczami Polki.

O różnicach, które czasami dzielą, ale też o tych, które uczą patrzeć na świat trochę szerzej.

O miłości, która zaczęła się od:

„Hi, I am Mounir from Morocco.”

I dziewczyny, która pomyślała:

„Nie, zdecydowanie nie mój typ.”

 

Nie wiedziałam wtedy, że człowiek, którego uznałam za „nie mój typ”, za chwilę stanie się moim mężem.

Nie wiedziałam też, że razem z nim dostanę coś jeszcze drugi język, drugą kulturę, drugą rodzinę i świat, który mimo, że zawsze mnie ciekawił -drzwi do niego pozostawały zamknięte.

Ale o tym będzie już następna strona.

 

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku,to dopiero początek mojej historii. Jeszcze nie raz Cię zaskoczę.

Bizzu

Kinga

Opinie

O nas

Sklep

Blog

Quickbooki

Wyślij e-mail

Historie Darija TV

Darija Empire

Monika Benouahi

NIP: 561-144-68-45

Szukaj nas tu:

F

IG

Website created in white label responsive website builder WebWave.