25 września 2026

PAMIĘTNIK POLKI W MAROKAŃSKIEJ RODZINIE

Rok 2026

 

Żeby nie było, że zawsze jest tak lukrowo i cukierkowo, dziś bardzo się zdenerwowałam.

Byliśmy w galerii handlowej, a czas mieliśmy mocno ograniczony.

Zadzwoniłam więc do Mounira.

„Spotkajmy się pod Carrefour’em. Kupimy kilka rzeczy i idziemy do samochodu”.

„Już idę w Twoją stronę” — odpowiedział.

I rzeczywiście. Poszedł.

Ja pod Carrefour’em siedziałam dobre pół godziny.

W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy jego „już idę” oznacza „już idę”,

czy może „właśnie podjąłem decyzję, że kiedyś w niedalekiej przyszłości zacznę iść”.

Marokańskie poczucie czasu to jednak osobna jednostka miary.

Pięć minut potrafi być stanem ducha.

Pół godziny to szczegół.

A „już” to bardzo elastyczne pojęcie.

I codziennie przypominam sobie, że człowiek może być cudowny, kochany i wspaniały, a jednocześnie doprowadzić Cię do szału.

 

Ale wróćmy do 2022 roku.

 

Rok 2022

 

W poprzednim wpisie wspomniałam, że mam już pierścionek. A skoro już go mam, to nieelegancko byłoby nie wspomnieć o kwestii jego wyboru.

Pojechaliśmy wybrać pierścionek.

Wybrałam minimalistyczny model z 14-karatowego złota.

Mounir nie był zachwycony.

Według niego 14-karatowe złoto to właściwie… nic.

W Maroku mają 18-karatowe, więc najwyraźniej mój skromny polski pierścionek znalazł się właśnie w bardzo trudnym momencie swojej kariery.

Mounir stwierdził, że ten jest tylko dlatego, że „nie ma innego wyjścia”, ale jeszcze kupi mi taki prawdziwy, 18-karatowy.

Czyli dostałam pierścionek tymczasowy.

Wersję demonstracyjną.

Próbkę przed zakupem właściwego produktu.

Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że dla mnie moje 14-karatowe „nic” było idealne.

Mounir twierdzi, że zasługuję na wszystko. I chyba ma rację również wtedy, kiedy mówi, że brakuje mi pewności siebie.

Bo przecież zakup pierścionka powinien być w naszej sytuacji czymś całkowicie naturalnym. A moje niedowartościowanie sprawia, że potrafię potraktować pierścionek jak dar zesłany przez wszechświat, a nie po prostu… pierścionek.

Pierścionek cud gospodarczy.

Wracając do domu, rozmawialiśmy z mamą i siostrą Mounira na wideo. Były bardzo szczęśliwe.

A potem nagle mama Mounira i jego siostra zaczęły wydawać ten charakterystyczny, radosny dźwięk, który w Maroku pojawia się przy ślubach.

Taki przeciągły, triumfalny okrzyk.

Nie znałam jeszcze wszystkich szczegółów marokańskich tradycji, ale szybko zrozumiałam, że najwyraźniej zostałam właśnie oficjalnie wciągnięta w atmosferę weselną.

A potem nadszedł moment, którego zdecydowanie nie zapiszę złotymi literami w moim pamiętniku.

Spotkanie z imamem było fatalne.

Bardzo mnie zdenerwował. Uważam, że osoba, która naucza religii, powinna mieć trochę więcej klasy w przekonywaniu innych do swoich racji.

Tymczasem imam rzucał argumentami w stylu: „Biblia nie ma sensu”. Albo że Maryja również zakrywała włosy.

Przyznam, że momentami miałam wrażenie, że zamiast rozmowy o religii uczestniczę w dość chaotycznym pojedynku na argumenty.

Ja próbowałam zrozumieć jego stanowisko, on próbował wygrać debatę, a gdzieś pomiędzy nami umierała szansa na spokojną rozmowę.

Uwaga, fun fact.

Imam stwierdził, że nie jest przekonany, czy ze strony Mounira to wszystko jest na pewno na poważnie.

Czyli człowiek, który miał pomóc nam wziąć ślub, uznał, że najpierw trzeba sprawdzić, czy nie jesteśmy przypadkowym duetem z loterii mixed couple.

Podobno udzielił już wielu takich ślubów, które bardzo szybko się kończyły.

Mounir, jak to Mounir, nie zamierzał się tym szczególnie przejąć.

Powiedział, że poprosi innego imama.

Czyli problem rozwiązany.

Albo przynajmniej przeniesiony do kolejnego rozdziału.

Imam powiedział „nie”, Mounir powiedział „znajdziemy innego”, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy tak właśnie wygląda procedura, czy po prostu biorę udział w religijnej wersji castingu.

Rozmawiałam też z mamą. Mamy ich odwiedzić.

Wie już, że wybranek mojego serca pochodzi z kraju pustyni i ma kędzierzawe włosy.

Uznałam, że na pierwszą rozmowę to wystarczająca ilość informacji.

Nie chciałam przecież przytłoczyć jej nadmiarem szczegółów.

Ale…

Właśnie teraz odkryłam, że Mounir jest ode mnie starszy o 17 lat.

Zapytasz…

Co znaczy „odkryłaś”?

No właśnie.

Nigdy Mounira nie zapytałam, ile ma lat.

Moja pierwotna metoda weryfikacji była niezwykle zaawansowana.

Spojrzałam na niego i uznałam, że wygląda na trzydzieści parę.

Miał cudowne włosy, zawsze świetnie ubrany, a ja najwyraźniej uznałam, że to wystarczający zestaw danych, żeby określić wiek człowieka, z którym zamierzam spędzić resztę życia.

A może zwyczajnie mało mnie to obchodziło.

Wygląd i cudowne włosy.

Wspominałam już?

Metoda może i odważna, ale zdecydowanie niepolecana przez żaden urząd.

Dopiero później zerknęłam na jego dokumenty, które leżały na stoliku.

I wtedy ostatecznie odkryłam, ile naprawdę ma lat.

Ale kochany pamiętniczku… jeśli ktoś zapyta Mounira, ile ma lat, sytuacja wcale nie staje się prostsza.

On sam nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Czyli mamy już dwie osoby, które nie znają jego wieku, oraz jeden dokument, który najwyraźniej jako jedyny w tym związku podchodzi do sprawy poważnie.

I tak oto, zupełnie przypadkiem, odkryłam, że mój przyszły mąż jest ode mnie starszy o 17 lat.

Nie podczas poważnej rozmowy.

Nie przy poznawaniu się.

Nie przed wyborem pierścionka.

Tylko gdzieś pomiędzy marokańskim świętowaniem, odmową imama i moją bardzo luźną polityką weryfikacji danych osobowych.

Rok 2026

Na palcu noszę pierścionek z 18-karatowego złota i obrączkę.

Jedno się jednak nie zmieniło.

Jeśli zapytam Mounira, ile ma lat, on sam nie potrafi odpowiedzieć.

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, nieważne, ile masz naprawdę lat.

Ważne, jak wyglądasz. 

Bizuuu!

Kinga

 
 

Opinie

O nas

Sklep

Blog

Quickbooki

Wyślij e-mail

Historie Darija TV

Darija Empire

Monika Benouahi

NIP: 561-144-68-45

Szukaj nas tu:

F

IG

Website created in white label responsive website builder WebWave.